Miałem zamiar napisać kolejną część opowiadania o życiu codziennym redakcji. Niestety jakaś moc zatrważająca stanęła mi na drodze.
Pewnego słonecznego dnia obudziłem się ok. 2 w nocy. Czułem akurat, że mam wenę. Natrafiłem na odpowiedni moment, by spłodzić tekst. Włączyłem komputer, nałożyłem słuchawki na uszy, winamp, word - no, bo cóżby w tej sytuacji innego. Wymyślenie i napisanie totalnie chorego opowiadania wiele wymaga, to nie jest, od tak sobie. Dzięki specjalnym wielce tajemniczym sposobom należy wejść w stan ekstazy. To nie jest wcale proste, ba, dla niektórych nawet niemożliwe. Czuje się wtedy wielce pozytywną energię, lekkie zamroczenie, głos zlewa się z obrazem, jest się daleko od rzeczywistości, nie wiesz, co dzieje się wokół ciebie. Umysł wyzwala się w czystej postaci bytu, przechodzi się tak jakby w inny świat. Autor znajduje się w historii opisywanej, wyobraźnia go bez całości pochłania, ale w formie zupełnie innego wymiaru. Następuje zależność. Niemożliwa do opisania myśl, zostaje przetłumaczona na rozumianą przez umysł wizję i fonię, a te z kolei kończą swe przeznaczenie w postaci literek* na monitorze.
No i działo się tak i tym razem, jednak nie do końca. Mój trans został w bardzo nieodpowiedniej chwili przerwany. Błyskawiczni e otworzyłem oczy, łańcuchy demonów i aniołów oplatających moje stanowisko rozproszyło oślepiające światło wpadające do pomieszczenia przez okno. Na początku myślałem, że to ta sama jasność, która często występuje w kiczowatych amerykańskich filmach o ufo. Może i miała coś z nimi wspólnego. Byłem cały sparaliżowany i nieźle rozemocjonowany. Napisałem już połowę opowiadania o kilkudniowej wycieczce redakcji na łonie natury. Ostatnie zdanie brzmiało: "Od tej liczby brovaru, pęcherz mój, zaiste przybrał postać cysterny." Z playlisty widać było, że właśnie leci przedostatnia piosenka grupy Silverchair. Właściwie to przed przedostatnia, ale to by idiotycznie wyglądało, jakbym napisał "przed przedostatnia"("trzecia od końca" - to też nie jest za dobre). Nawet nie znam nazwy płyty, co dopiero tego kawałka. Tak to jest, gdy się bierze od znajomych empetrójki chamsko zgrywane z płyt, oczywiście cd-r, które praktycznie nigdy nie zawierają spisu. Ale to już było mało istotne. Czułem się wchłaniany przez inną egzystencję. Tak bardzo chciałem się obudzić... Tak bardzo chciałem usłyszeć orzeźwiający głos mamusi: "Grzeeeeeesiek, już szósta, krowy wydoić, świniom dać!". Na nic to. Ja wcale nie śniłem, a wręcz przeciwnie, moje zmysły zostały nader wytężone. Wszystkie sześć. Traciłem powoli świadomość swojego położenia, choć nadal wiedziałem, że siedzę na krześle. Odniosłem wrażenie, jakby zimna ręka dotknęła mojego ramienia. Postawiłem wszystko na jedną kartę. W końcu nie miałem nic do stracenia. Nie wiadomo, czemu, rytuał został źle przeprowadzony, w jakimś miejscu został popełniony błąd. Komórki mojego mózgu były jedna po drugiej eksterminowane, ktoś lub coś chciało mnie zniszczyć, może ja sam...? Ułamek sekundy, przebłysk, cień szansy, światełko w tunelu, teraz albo nigdy. Całe wydarzenie osiągnęło ekstremum. Przełamanie krytycznego momentu. Napięcie takie, że znów poczułem bicie mojego serca, cholernie mocne, tak jakby miało mi rozpieprzyć klatkę piersiową. 3, 2, 1, już...
Ciiiiiiiiiiii...
"potencjał niewyczerpany, chyba w DNA on był mi dany" - Paktofonika
Nie, nie napiszę, co się dalej stało, czy w ogóle coś się stało. Przerwę opowieść właśnie w tym miejscu. Wiem, wredny jestem. Zostało jedno wyjście, jeżeli chcesz się dowiedzieć, jak przedstawia się druga część, napisz do mnie w tej sprawie.
I udało mi się. Napisałem wreszcie jakiś normalny wstęp :).
Ogłoszenia parafialne:
- Artykuł "Perfect..." został opublikowany po raz drugi, ze względu, iż w numerze 03 zaistniał błąd, który uniemożliwiał otworzenie tekstu ze spisu treści.
- HWDP - Hwała Wszystkim Dobrym Policjantom ;D
*literek - ciekawe zdrobnienie. Może się kojarzyć z jednolitrową flaszką gorzałki.